Zatrzymała się; głosu jej zabrakło.
— O! nie — rzekł Porthos — nie przeniesie wcale dwóch tysięcy pięciuset liwrów; sądzę nawet, iż rachując się dobrze, obszedłbym się dwoma tysiącami.
— Boże wielki! aż dwa tysiące liwrów — wykrzyknęła — ależ to majątek!
Porthos skrzywił się znacząco.
Pani Coquenard domyśliła się, co to znaczy.
— Pytałam o szczegóły — odezwała się — dlatego jedynie, że, mając dużo krewnych i znajomych pomiędzy kupcami, pewna jestem, iż o sto procent taniej wszystkiego dostanę, niż ty zapłacisz, gdybyś sam kupował.
— Aha! o to ci chodziło!
— Tak, najdroższy panie Porthosie! wszak potrzebujesz najpierw konia?
— Tak jest, konia najpierw.
— Otóż ja mam już wierzchowca dla ciebie...