— O! niezupełnie, szanowna pani. Ci, co szukają taniego towaru, winni pozwolić innym poszukać sobie przyjaciół hojniejszych.
Po tych słowach Porthos wykręcił się na pięcie i zamierzał odejść.
— Panie Porthos!... Panie Porthos! — zawołała notarjuszowa — moja wina, przyznaję, nie powinnam była się targować, gdy chodziło o wyekwipowanie kawalera tak znakomitego!
Porthos milczał i odsuwał się coraz dalej.
Notarjuszowa widziała go już oczami wyobraźni, niknącego niby w obłoku świetnym, otoczonego księżnemi, margrabinami, które rzucały mu pod nogi pełne wory złota...
— Stój!... zatrzymaj się, na miłość boską — zawołała — poczekaj! pogadajmy trochę!...
— Rozmowa z panią nieszczęście mi przynosi — odparł Porthos.
— Powiedz nareszcie, czego żądasz?
— Nic nie chcę, moja pani, bo z tobą to na jedno wychodzi...
Notarjuszowa zawisła na ramieniu Porthosa i w uniesieniu bolesnem zawołała: