Wtedy poznał d‘Artagnan, że to kardynał.
Rozdział XIII. Odmowa
Kardynał wsparł łokieć na rękopisie, twarz na ręku i patrzał przez chwilę na młodzieńca.
Nikt nie posiadał równie badawczego i głębokiego spojrzenia, jak kardynał de Richelieu, i d‘Artagnan czuł się nawskroś przeniknięty tym wzrokiem.
Nie pokazywał tego jednak po sobie, trzymał kapelusz w ręce i czekał, aż Jego Eminencja przemówić raczy, a postawa jego nie wyrażała ani dumy, ani zbytniej uniżoności.
— Panie — odezwał się kardynał — czy jesteś z tych d‘Artagnanów, którzy pochodzą z Béarn?
— Tak, Wasza wielebność — odparł młodzieniec.
— Jest kilkanaście rodzin, noszących to nazwisko, w Tarbes i okolicach; do której z nich należysz?
— Jestem synem tego, który brał udział w wojnach religijnych wraz z wielkim królem Henrykiem, ojcem obecnie nam panującego monarchy.
— Tak, tak, to ten sam... To pan wyruszyłeś przed ośmiu miesiącami ze swoich stron rodzinnych, aby szukać szczęścia w stolicy?...