— Ja mówię o tym łotrze, d‘Artagnanie.
— To dzielny młodzieniec — rzekł kardynał.
— Dlatego właśnie, że taki dzielny, jest tem niebezpieczniejszy.
— Trzebaby posiadać dowody porozumiewania się jego z księciem Buckinghamem.
— Dowody! mam ich dziesięć!
— W takim razie to bardzo łatwo, pokaż mi je, a wyślę go do Bastylji.
— Dobrze Eminencjo! a co potem?
— Kto się dostanie do Bastylji, niema dla takiego przyszłości — rzekł kardynał ponuro. — O! na Boga, gdyby mi tak łatwo przychodziło pozbyć się moich wrogów, jak twoich osobistych, i gdybyś tylko o takich ukaranie prosiła...
— Eminencjo, sztuka za sztukę, życie za życie, człowiek za człowieka; oddaj mi tego, ja ci tamtego oddam.
— Nie wiem, co chcesz powiedzieć — odparł kardynał — nawet wiedzieć nie chcę; chcę ci się przysłużyć i nie widzę nic niestosownego w daniu ci tego, czego pragniesz, dla ukarania tak nieznacznej osobistości; tembardziej, że, jak powiadasz, d‘Artagnan jest bezbożnikiem, pojedynkowiczem i zdrajcą.