Porthos i Aramis usiedli napowrót przy lufcie piecowym. Athos zaś wyszedł śmiało, nie kryjąc się wcale, odwiązał konia od kółka przy okiennicy, przekonał kilkoma słowami giermka o potrzebie pojechania naprzód, obejrzał starannie proch na panewce pistoletu, wziął szpadę w zęby i poleciał, jak potępieniec, drogą, prowadzącą do obozu!
Rozdział XVIII. Scena małżeńska
Jak to Athos przewidział, kardynał, niedługo poczekawszy, zszedł z góry, zajrzał do pokoju, gdzie byli muszkieterowie i zastał Porthosa, grającego zawzięcie w kości z Aramisem. Spojrzał szybko po wszystkich kątach sali i przekonał się, że brakuje jednego z muszkieterów.
— Gdzie się podział pan Athos?... — zapytał.
— Eminencjo — odrzekł Porthos — z opowiadań oberżysty nabrał on przekonania, iż drogi nie są bezpieczne i pojechał przodem na zwiady.
— A panowie coście przez ten czas porabiali, panie Porthosie?
— Ja wygrałem pięć pistolów od Aramisa.
— A teraz, czy jesteście gotowi powracać ze mną razem?
— Jesteśmy na rozkazy Waszej Eminencji.
— Na koń zatem, panowie, bo już późno.