— Cóż on mówił? — zapytał Porthos.
— D‘Artagnan mówił, że przy szturmie tej nocy poległo kilku Francuzów i tyluż roszelczyków.
— Więc cóż z tego?
— Nie miano czasu ich obedrzeć, wszak prawda? było tam coś pilniejszego do roboty.
— Zatem?
— Zatem zabierzemy ich muszkiety, różki z prochem i naboje, zamiast czterech muszkieterów i dwunastu kul, będziemy posiadali strzelb najmniej piętnaście i ze sto pewnych wystrzałów.
— O, Athosie! rzekł Aramis — jesteś naprawdę wielki!
Porthos schylił głowę z uznaniem. D‘Artagnan tylko nie wydawał się przekonany.
Zapewne Grimaud podzielał obawy młodzieńca, bo, widząc, że idą prosto do bastjonu, o czem dotąd powątpiewał, pociągnął swego pana za połę ubrania.
— Dokąd idziemy? — zapytał giestem.