— Pewny jestem, moi panowie, że wystarałem się dla was o przyjemność i sławę jednocześnie — mówił Athos. — Przespacerowaliście się cudownie; oczekuje nas śniadanie doskonałe i pięćset osób tam przed obozem, jak to możecie widzieć przez strzelnice, patrzy na nas i ma za szaleńców lub bohaterów; dwa te gatunki głupców, bardzo są do siebie podobne.
— Ależ ten sekret?.. — zapytał d‘Artagnan.
— Widziałem milady wczoraj wieczorem — odparł Athos.
D‘Artagnan niósł właśnie szklankę do ust; gdy usłyszał wyraz milady, ręka zadrżała mu gwałtownie i postawił wino na ziemi.
— Widziałeś swoją żo...
— Cicho bądź!... — przerwał Athos — zapominasz, że ci panowie nie są świadomi moich spraw małżeńskich; widziałem milady...
— Gdzie na Boga?...
— O dwie mile stąd, w oberży pod Czerwonym Gołębnikiem.
— Kiedy tak, to już po mnie — rzekł d‘Artagnan.
— Niezupełnie — podjął Athos — albowiem o tej godzinie powinna ona już była opuścić brzegi Francji.