— Jeżeli chodzi o doręczenie listu Jej Królewskiej Mości — odezwał się Aramis, rumieniąc się jak panienka — ja się tego podejmę; znam w Tours pewną osobę, bardzo zręczną...
Aramis umilkł, spostrzegłszy uśmiech Athosa.
— Więc uważasz ten środek za niemożebny, Athosie?... — zapytał d‘Artagnan.
— Niezupełnie — odparł Athos — chciałem jedynie zwrócić uwagę Aramisa, iż nie może opuszczać obozu i że nikomu zaufać niepodobna; że w dwie godziny po wyprawieniu posłańca policja cała, wszystkie czarne duchy kardynała będą umieli twój list na pamięć i wpakują do więzienia ciebie i twoją zręczną osóbkę.
— Nie biorąc w rachubę tego — rzekł Porthos — że królowa ocali pana Buckinghama, ale nas nie zasłoni przed zemstą kardynała.
— Panowie — dodał d‘Artagnan — Porthos powiedział najświętszą prawdę.
— A! a! co tam się dzieje w mieście — przerwał Athos.
— Biją bębny na alarm.
Czterech przyjaciół umilkło i słuchało. Rzeczywiście odgłos bębnów dochodził wyraźnie.
— Zobaczycie, że oni nam tu cały pułk sprowadzą — rzekł Athos.