— A jednak — przerwał Porthos — chciałbym koniecznie wiedzieć, co i dlaczego robi Grimaud.
— Cicho, Porthosie!... — rzekł Aramis.
— Jak się ten szwagier nazywa?
— Lord de Winter.
— Gdzie się znajduje obecnie?
— Wrócił do Londynu na pierwszą wieść o wojnie.
— Takiego człowieka właśnie potrzebujemy — mówił Athos — jego wypada uprzedzić o wszystkiem: doniesiemy mu, że zacna jego bratowa zamierza spełnić morderstwo i prosić będziemy, żeby ją miał na oku. Spodziewam się, iż jest w Londynie jaki zakład, w rodzaju Magdalenek, lub Sióstr Pokutujących; zamknie tam panią bratową i będziemy spokojni.
— Tak — rzekł d‘Artagnan — dopóki się stamtąd nie wymknie.
— O! na honor — mówił Athos — za wiele wymagasz, kochany d‘Artagnanie, dałem, co mogłem i uprzedzam, że nic lepszego już wymyślić nie potrafię.
— Ja uważam, że nie można wymyślić nic lepszego — rzekł Aramis — uprzedzamy jednocześnie królową i lorda de Winter.