— Kula zbłąkana?
— E! nie.
— Więc cóż zatem?
Mówiliśmy już, że Athos kochał d‘Artagnana, jak dziecko własne; człowiek ten, niezłomny i zamknięty w sobie, okazywał niekiedy młodzieńcowi troskliwość iście ojcowską.
— Nic wielkiego — odparł d‘Artagnan — ściana przygniotła mi palec, ten oto z pierścieniem i kamień zranił mnie do krwi...
— Ot widzisz, jaka to korzyść z posiadania djamentów i strojenia się, jak fanfaron — rzekł Athos z pogardą.
— Jakto? — zawołał Porthos — djament jest i my się uskarżamy na brak pieniędzy?
— Racja! — rzekł Aramis.
— Nareszcie i Porthos podał myśl dobrą.
— Bezwątpienia — odparł Porthos dumny z pochwały Athosa — ponieważ jest djament, sprzedajmy go...