Grimaud uśmiechnął się i z oczami utkwionemi w szklankę, którą Athos winem napełnił, pożuł papier i połknął go...
— Brawo, panie Grimaud! — rzekł Athos, — teraz bierz i pij; możesz nie dziękować.
Grimaud w cichości połykał Bordeaux, lecz wzrok, wzniesiony w niebo, bardziej był wymowny przez cały czas miłego zajęcia.
— A teraz, — rzekł Athos, — jeżeli tylko panu kardynałowi nie przyjdzie dowcipna myśl otworzenia żołądka Grimaudowi, to, jak mi się zdaje, możemy być prawie spokojni.
Przez ten czas Jego Eminencja odbywał dalej samotną przejażdżkę, mrucząc pod wąsami:
— Ci ludzie muszą do mnie należeć; muszą, stanowczo!
Rozdział XXV. Pierwszy dzień niewoli
Powróćmy do milady, którą straciliśmy z oczu, zatrzymawszy się na brzegach Francji.
Odnajdujemy ją w położeniu rozpaczliwem, w jakiem ją pozostawiliśmy; w przepaści czarnych rozmyślań, czarnych, jak piekło, u drzwi którego zostawiła prawie nadzieję: pierwszy raz bowiem ogarnęło ją zwątpienie, pierwszy raz się lękała.
Po dwakroć zwykłe szczęście jej nie dopisało, po dwakroć odkryto ją i zdradzono, a obydwa razy rozbiło się powodzenie jej o ten genjusz fatalny, zesłany przez Boga na jej pognębienie: d‘Artagnan zwyciężył ją, tę siłę, w złem niezwyciężoną.