Ponieważ zbliżano się, ucichła ze strachu, aby nie usłyszano głosu; następnie z gestem przerażenia położyła piękną rączkę na ustach Feltona.
Młody człowiek odsunął delikatnie milady, a ona padła wyczerpana na sofę.
Lord de Winter minął drzwi i słychać było, że poszedł w inną stronę.
Felton, jak śmierć blady, stał przez chwilę nasłuchując, a gdy odgłos kroków ucichł zupełnie, odetchnął ciężko, jak ze snu zbudzony, i wybiegł z pokoju.
— A!... — mówiła milady, słysząc, że Felton poszedł w przeciwną stronę, niż lord Winter — nakoniec! do mnie już należysz!...
Następnie — zachmurzyła czoło.
— Jeżeli opowie lordowi — mówiła — jestem zgubiona... lord wie dobrze, że ja sobie życia nie odbiorę, da mi nóż w rękę w jego obecności i wtedy przekona go, że ta straszna rozpacz była tylko komedją...
Przystąpiła do lustra i napawała się widokiem swoim; nigdy jeszcze nie była tak piękna.
— Mogę być spokojna — pomyślała — on nic nie powie...
Wieczorem, razem z kolacją, przyszedł lord de Winter.