— Ty!... — krzyknęłam — ty?
— Na hańbę wieczną, niezmazaną!
— Ty?... — powtórzyłam. — O! Feltonie, myślałam, że ten człowiek zmysły postradał.
— Tak, ja!... — odparł.
— A!... zostaw mnie — powiedziałam — wychodź, jeżeli nie chcesz, abym w twoich oczach głowę o mur roztrzaskała!
— Wychodzę — odrzekł — chcesz tego, a więc do jutra wieczorem!
— Do jutra!... — odpowiedziałam i padłam na ziemię, gryząc kobierzec z wściekłości...”
Felton oparł się o krzesło, milady spostrzegła z radością szatańską, iż może mu sił zbraknąć przed końcem opowiadania.
Rozdział XXX. Scena z tragedji klasycznej
Po chwili przerwy milady ciągnęła opowiadanie: