Myślała zupełnie o czem innem.
— A teraz — ciągnęła pani Bonacieux — moje męczarnie skończone: jutro, dziś wieczorem może zobaczę go.
— Dziś wieczorem?... jutro?... — zawołała milady, obudzona z marzeń, — co mówisz? czy spodziewasz się wiadomości od niego?...
— Jego samego się spodziewam.
— D‘Artagnan przyjedzie tutaj?
— Tak, d‘Artagnan.
— Niepodobna, on jest przy kardynale w obozie pod Roszellą i powróci dopiero po wzięciu tego miasta.
— Tak pani sądzisz, lecz dla d‘Artagnana, dla mojego zacnego i prawego rycerza, nic niema niepodobnego!
— Nie mogę temu uwierzyć.
— Przeczytaj pani to! — rzekła pod wpływem dumy i radości niebaczna kobieta, list podając do rąk milady.