— Jestem kawaler de Rochefort — odpowiedział nieznajomy — koniuszy kardynała de Richelieu, i mam rozkaz odprowadzić pana do Jego Eminencji.
— Powracamy właśnie do Jego Eminencji — rzekł Athos, zbliżając się — można zatem zaufać panu d‘Artagnan na słowo, iż uda się prosto do Roszelli.
— Mam rozkaz odstawić go pod strażą do obozu.
— My sami pilnować go będziemy, mój panie, pod słowem honoru; ale dajemy również szlacheckie słowo, że pana d‘Artagnan samego nie puścimy.
Rochefort rzucił okiem w głąb izby, widział, że Porthos i Aramis stanęli przy drzwiach; był na łasce muszkieterów.
— Panowie! — odezwał się — jeżeli pan d‘Artagnan odda szpadę i zaręczy słowem honoru, zadowolę się przyrzeczeniem panów, iż go odprowadzicie do kwatery kardynała.
— Masz pan moje słowo — rzekł d‘Artagnan — a w dodatku oddaję szpadę.
— Lepiej to nawet dla mnie — dorzucił Rochefort — ponieważ muszę dalej jechać.
— Jeżeli do milady — odezwał się Athos — to na próżno, nie znajdziesz jej pan...
— Cóż się z nią stało? — zapytał żywo Rochefort.