Był mi zawsze zdrów, czerstwy i rumiany.

Lecz, cóż to? mars? mars? fe! precz z nim do licha!

zaglądając w oczy

No... proszę... troszkę. — Niknie wyraz srogi.

Czoło się równa, oko się uśmiecha.

Otóż tak lubię,

ściskając go

mój stryjaszku drogi!

RADOST

płaczliwie, zawsze dając przestrogi