(Zniósłszy tak wiele łez usłużnych)

Eugeniusz mój nie znosił już!

Dziwak, że wpadł na bal ogromny,

Był mocno nierad... A nieskromny

Chwilowy Tani widząc szał,

Już oburzeniem skrytym wrzał;

Nadął się, oczy spuścił gniewnie,

Leńskiego w duchu mocno klął

I zemsty plan obmyślać jął...

Uknuwszy, jak go skarać pewnie,