Chociaż szacunku nie miał dlań,

Lubił pogadać z nim niekiedy

I cenił trzeźwość jego zdań;

Chętnie widywał go czasami.

Więc, gdy stukając obcasami,

Zarecki rankiem wstąpił doń,

Nie zdziwił się, wyciągnął dłoń...

Ten ledwo wita — mina sucha —

Szybko rozmowy przerwał tok —

I topiąc w nim złośliwy wzrok,