— Jakże, ogród ci przez noc z głowy nie wywietrzał?
— Nie, panie, ja was dziś jeszcze serdeczniej proszę — sprzedajcie.
— A juści komuś sprzedam, bo do dyabła pomyślą, że ja z niego kontrabandzistom kryjówkę zrobiłem. Słyszę, że i w chałupie coś schowali?
— Tylko woreczek jedwabiu.
— Urwisy.
— Cóż tak płaczliwie mówisz?
— Pismo dziś od matki otrzymałem, ojciec umarł.
— O, to głupio. Ale na cóż ci teraz ogród? Jedź do matki, gdy uwolnienie z wojska dostaniesz.
— Napisałem, żeby tu przyjechała.
— Człowieku, tyś nie wart mieć matki. Starą kobietę przez tyle świata wlec będziesz?