— Niechby przynajmniej jeden z furmanką w lesie stanął, a to inaczej wszyscy się we wsi o tem płótnie dowiedzą. Przecież długo leżeć nie może.
— Oho — zawołał Tabor — przysłaniając oczy ręką, kapitan na granicy.
Postułka podniósł się do połowy, popatrzył i rzekł:
— Na karym koniu? To Capenko.
— Ach — westchnął Tabor — oddałbym wszystko to płótno, dodałbym drugie tyle, żeby stąd wzięli tego kałmuka...
— Capenkę? Łapie, jak każdy inny... Ale on wam podobno czego innego przemycać nie pozwala...
— Głupie gadanie. On mnie postanowił zgubę, przed kapitanem zadenuncyował i ciebie także.
— To i co ma innego robić. A zresztą, na nim dyabeł nie długo stąd wyjedzie.
— Jakto?
— Za miesiąc kończy mu się służba, bierze odstawkę i idzie do domu.