Tak się skończyła pierwsza w tym przedmiocie interpelacya. Za kilka dni wystąpił Krug z drugą.

— Co za cztery ruble w łeb wam zajechały? — spytał już gniewniej Czapla.

— Te, które z moja kieszeń do wasza wyjechali.

— Nie trzeba było ich puszczać.

— Nie trzeba było wyciągać.

— Cicho podły kartoflarzu — odburknął się Czapla — ja z cudzych kieszeni nie wyciągam!

— Gniewać się nie ma o co, po bruderski dal, po bruderski żądam — uspokajał zakłopotany Krug.

Mimo widocznego niebezpieczeństwa z zuchwałym przeciwnikiem, nie zrzekł on się myśli wydobycia od niego swej należności. Walka o pieniądz była jedyną, w której zajęczego serca Krug mógł się stać lwem i nie ustąpić przed najgroźniejszą mocą. Przekładając zawsze zgodę nad kłótnię, i tym razem spór zawiesił; ale widocznem było, że go znowu kiedyś daleko energiczniej podejmie i do końca doprowadzi. Po kilkudniowym namyśle postanowił jeszcze ostatecznie dłużnika nacisnąć groźbą procesu.

— Słuchajcie wy — rzekł do niego — dla czego nie chcecie mnie dobrowolnie oddać moje cztery ruble?

— Oszalałeś — krzyknął Czapla. Masz kwit, świadków, żem pożyczył?