— Stróżuje — z rydlem. Drogę sypią do Rybnika. Gdzież ty teraz?
— Tu mnie dziś zgodzili i dziś wypędzili.
— Za co?
— Bom się na godzinkę spać położył.
— To jaskinia, nie dwór! Żeby ziemia się pod nim zapadła. Gdzież wracasz?
— Nie wracam, pozostanę tu tymczasem, oddacie mi połowę chałupy.
— Człowieku! — zawołała oburzona Janowa — nie boisz ty się Boga? Młody, zdrów, zabierać nam tę głupią izbę!
— A ona wam po co?
— Na dworze prosiaki uwiążę, czy to psy?
— O, spleciemy chlewek, będą stały.