Nazajutrz stryj z bratankiem wyruszyli do roboty. Przy szosie już znajdował się dozorca Kugelhut.
— A kogo to Jan prowadzić?
— Pan mówił, żeby do szabru...
— Ja nie pytam do czego, tylko kogo.
— Boruta, mój bratanek.
— Wasz bratanek, ten co pana Klein w brzuch tryknął... nie... nie... takie zuchy nie chcę.
Boruta spojrzał na dozorcę wzgardliwie, ale stłumił gniew i odszedł.
Gdzie się podział, znowu nikt powiedzieć nie umiał. Znikł ze wsi bez śladu. Brzost, dowiedziawszy się o tem, mruknął zmartwiony:
— A właśnie barana dorżnąłem.
Ciężko było owczarzowi tem bardziej, że po części uznawał się winnym losu Boruty. Przecież gdyby nie trzmielówka, rządca parobka by nie wypędził, a gdyby nie zeznanie Brzosta, do kozy by nie wsadził.