— Jak się pan nazywasz? — zapytał prezes.
— Trinkbier — odpowiedział tenże, zachwiawszy się na nogach.
— Pan Trinkbier ma głos.
Ale Trinkbier pozostał na miejscu. Nie miał siły ruszyć się, stracił zupełnie świadomość położenia, trząsł się jak galareta, wodząc bezmyślnym wzrokiem wokoło.
— Na mównicę!
— Dobądź języka!
— Najmita!
— Warczeć umiesz — a szczekać nie!
— Agent!
— Szpieg!