— Odskoczyłem kilka kroków, głos ów ucichł, ale gdy bryła, na której wycinałem koziołka, stęknęła mojem imieniem, uciekłem i przybiegłem tutaj. Obywatele, tam coś straszy lub ktoś ginie!
Jedni kiwali głowami, drudzy milczeli w głębokiem zamyśleniu, inni zdradzali twarzami strach dojmujący, inni podawali coraz nowe rady, inni drwili szczerze lub sztucznie.
— Zapewnie robotnik wpadł wczoraj do głębokiego dołu kopalni i wydobyć się nie może.
— Tak, dziś święto, nie pracują, więc nikt go nie słyszy.
— Ale czemuż woła cała góra?
— Atena wzywa dla nieszczęśliwego naszej pomocy.
— Niech go sama wydobędzie.
— Nie bluźnij, bo to niewątpliwie jakiś bóg obrażony domaga się ofiary.
— Darujemy mu ciebie i uspokoi się.
— Co za jeden ów Alkamenes?