Argument był silny.
— A właśnie, że je zwrócę, skoro wiem, że do pana należą — rzekłem uroczyście.
Zdumione oczy obecnych zwróciły się na mnie.
— Pan je znalazłeś? — spytał fabrykant zmieszany.
— Tak.
— A dlaczego pan nie ogłosiłeś?
— Bo uważałem, że był to interes i obowiązek właściciela, tem bardziej, że mógł się ktoś inny do nich przyznać.
Wypowiedziałem ten frazes z takiem przekonaniem, jak gdyby on wyszedł z poważnego namysłu i prawego sumienia. Naturalnie pesymista odwołał zaraz swoje zniewagi przeciw naturze ludzkiej, a nazajutrz we wszystkich pismach brzmiała sława mojej uczciwości. A ja, słuchając jej, znowu plułem w siebie.
Gdy zastępca bezimiennego autora skończył czytanie, zapytał członków klubu:
— Czy przyjmiecie go?