Od pieniędzy przejdźmy do ludzi.
Niekiedy spotykamy się ze zdziwieniem z powodu tego, że Francuzi tak cierpliwie znosili w okresie rewolucyjnym i później olbrzymie pobory wojskowe. Byli oni do tego od dawna przyzwyczajeni. Dawniej istniała milicja, obowiązek bardziej uciążliwy, chociaż spadający na mniejszą liczbę osób. Niekiedy młodzież wiejska ciągnęła losy, aby wystawić wymaganą liczbę żołnierzy, z których tworzono pułki milicji, pełniących służbę przez sześć lat.
Ponieważ milicja była instytucją świeżą, nie miała więc związku z żadną z władz feudalnych, rada postanawiała całkowity kontyngens i część jego przypadającą na każdą prowincję. Intendent rozkładał go na parafie; subdelegat był obecny przy losowaniu, decydował, kto ma być zwolniony, kto pozostanie w służbie miejscowej, a tych, którzy mieli być wysłani, oddawał w ręce władzy wojskowej.
Również rzec można, że poza pays d’états wszystkie prace, nawet najbardziej miejscowe, zostawały pod kierunkiem ajentów władzy centralnej.
Istniały i tu dawne władze niezależne: obywatel, biura finansowe, główni dróżnicy; lecz prawie wszystkie przestały być czynne. Gościńce, a nawet boczne drogi, prowadziło się i utrzymywało z podatków ogólnych. Rada kreśliła plan, intendent kierował pracą inżynierów, subdelegat zbierał włościan dla wykonania tych prac.
Utrzymanie porządku w prowincjach spoczywało także na władzy centralnej. Żołnierze, rozrzuceni niewielkimi oddziałami po całym terytorium Francji, zostawali pod władzą intendentów. Przy ich pomocy zażegnywali oni wszelkie nieprzewidziane niebezpieczeństwa: aresztowali włóczęgów, prześladowali żebraków i tłumili powstania, nieustannie powtarzające się wskutek wysokich ceł na zboże. Nigdy się nie zdarzało, aby, jak dawniej, rząd odwołał się w tych wypadkach do obywateli. Wyjątek stanowiły miasta, mające zwykle gwardię miejską, której żołnierzy i oficerów mianował intendent.
Kolegia sądowe zachowały prawo wydawania przepisów policyjnych i często z niego korzystały. Lecz przepisy te miały doniosłość tylko na terytorium ograniczonym. Rada królewska mogła je cofnąć i ustawicznie cofała, gdy przepisy wydawały niższe jurysdykcje. Natomiast codziennie wydawała sama przepisy ogólne, stosujące się do całego królestwa. Liczba tych „uchwał rady” (fr. arrêts du conseil) jest olbrzymia i nie przestaje wzrastać do samej rewolucji. Nie ma żadnej gałęzi życia ekonomicznego lub politycznego, której by one nie dotknęły.
W ustroju feudalnym obywatel miał wielkie przywileje, lecz także i obowiązki. Powinien był troszczyć się o ubogich w swoich posiadłościach. Obowiązek ten wyraźnie jest wytknięty w kodeksie pruskim z r. 179558.
We Francji od dawna już nie było praw podobnych. Skoro obywatel utracił swoje dawne prawa, usunął się także od dawnych obowiązków. Żadna władza miejscowa nie wyręczyła go w tym względzie; opieki nad ubogimi podjęła się władza centralna.
Rada królewska asygnowała corocznie dla każdej prowincji pewien fundusz, z którego intendent rozdawał zapomogi. Do niego udawać się musiał rolnik w potrzebie. W latach nieurodzajnych rozdawano ludowi chleb i ryż. Rada wydawała postanowienia o założeniu warsztatów dobroczynnych, gdzie ubodzy włościanie mogli pracować za niewielkim wynagrodzeniem. Łatwo zrozumiemy, że taka filantropia na odległość często bywała ślepa lub kapryśna, a zawsze niedostateczna.