Drugie zgromadzenie, zwane ogólnym (fr. assemblée générale), wybiera corps de ville w miastach, które zachowały prawo wyborów, a w jednych i drugich bierze udział w sprawach ważniejszych.
W XV w. zgromadzenie ogólne stanowiła często cała ludność miejska. „Zwyczaj ten”, czytamy w jednym z memoriałów w zbiorze wyżej nadmienionym, „zgadzał się z usposobieniem demokratycznym naszych przodków”. Cała ludność obierała wówczas urzędników miejskich; zasięgano niekiedy jej rady, zdawano jej sprawę. W końcu XVII w. nie spotyka się tego już nigdzie.
W XVIII w. zgromadzenie ogólne ma prawie zawsze charakter reprezentacyjny, a nawet nigdzie nie bywa obrane przez całą ludność. Składa się ono wszędzie z tak zwanych notablów63, z których jedni należą do niego wskutek prawa osobistego, inni są obierani przez towarzystwa i korporacje z instrukcją obowiązującą (fr. mandat impératif).
Im dalej od początku stulecia, tym większa jest liczba notablów; deputowani od korporacji przemysłowych przestają się ukazywać. Widzimy w zgromadzeniu samych tylko przedstawicieli i mieszczan (fr. bourgeois), a wcale prawie nie widzimy rzemieślników. Wówczas lud, który nie daje się łatwo oszukać pozorami, powoli przestaje interesować się sprawami miejskimi i staje się jakby obcy. Daremnie magistrat usiłuje od czasu do czasu rozbudzić ów patriotyzm miejski, który dokazywał takich cudów w wiekach średnich; lud pozostaje głuchy. Niekiedy magistrat chce zachować pozory wolnego wyboru i powołuje lud do głosowania; lud odmawia. Jest to zwykłe zjawisko w dziejach. Prawie wszyscy królowie, którzy znieśli wolność, usiłowali zachować jej formy; daje się to widzieć od czasów Augusta64 aż do dni naszych. W ten sposób spodziewali się połączyć siłę moralną, którą daje zgoda społeczeństwa, z dogodnościami władzy absolutnej. Prawie wszyscy doznali niepowodzenia i przekonali się o niemożliwości zachowania kłamliwej formy tam, gdzie rzeczywiste stosunki przestały istnieć.
Tak więc w XVIII w. zarząd municypalny miast wyrodził się w oligarchię. Kilka rodzin rządziło wszystkimi sprawami w interesie własnym, nie zaś ogólnym. Jest to choroba całej administracji francuskiej. Intendenci ją dostrzegają, lecz jedynym środkiem zaradczym wydaje im się coraz większe poddanie się zarządu miejscowego władzy centralnej.
W tym kierunku jednak trudno było już iść dalej. Niezależnie od edyktów, zmieniających od czasu do czasu zarząd wszystkich miast, prawa miejscowe każdego z nich zostają niekiedy przerobione przez postanowienia rady królewskiej, na podstawie przedstawień intendentów, często bez wiedzy mieszkańców.
Miasta nie mogą nakładać ani zbierać podatków, zastawiać lub sprzedawać majątków, ani ich wydzierżawiać, ani rozpoczynać akcji sądowej, ani wydawać przewyżki65 dochodów, nie uzyskawszy poprzednio postanowienia rady królewskiej, przy pośrednictwie intendenta. Wszystkie plany i kosztorysy, dotyczące prac miejskich, muszą być aprobowane przez radę. Licytacja na prace miejskie odbywa się w obecności intendenta lub subdelegata, a wykonywa je zwykle inżynier lub architekt rządowy. Zdziwi to mocno tych, którzy sądzą, że to, co się dziś dzieje we Francji, jest nowością.
Lecz mieszanie się władzy centralnej w sprawy miejskie posuwa się jeszcze dalej. Z korespondencji intendenta z subdelegatami widać, że rząd śledzi wszelkie sprawy miejskie od najważniejszych do najdrobniejszych. Niekiedy ustanawia on święta lub nakazuje wyrazy radości, każąc zapalać ognie i iluminować domy. Jeden z intendentów naznacza karę 20 liwrów66 członkowi gwardii miejskiej, który nie przyszedł na nabożeństwo do kościoła.
W taki to sposób stan miejski przygotowuje się do rządzenia państwem, a naród do wolności.
Niektórzy twierdzą, że gdyby nie ta centralizacja, miasta zostałyby zrujnowane. Nie wiem, ale to pewne, że w XVIII w. centralizacja nie przeszkodziła tej ruinie.