BETTINA
Nie widział pana z pewnością. Był pochłonięty myślami.
STEFANI
Tak... rozumiem... te pieniądze, nieprawdaż? Młody człowiek grywa trochę grubo.
BETTINA
Tak.
STEFANI
Tak, i nie umie grać.
Bettina siada zamyślona.
Nie trzeba mniemać, aby lancknecht58, mimo iż gra tak głupia, był czystym hazardem. Jest sposób i sposób. Wiem dobrze, iż ściśle wziąwszy jest to gra równie inteligentna jak cetno i licho59. Obojętny widz nie dostrzeże nic więcej; ale spytajcie tego, kto bierze karty do rąk, czy przedstawiają dlań tylko tyle. Te kawałki malowanego kartonu nie wyrażają dlań tylko czarnego i czerwonego koloru; one znaczą szczęście lub nieszczęście. Los, z chwilą gdy się go woła, mniejsza o to, jakim sposobem, przybiega i krąży koło stołu, to uśmiechnięty, to surowy; aby go sobie zjednać, trzeba studiować nie malowane kartki albo kości, ale jego kaprysy, dąsy, które trzeba przeczuć, odgadnąć, pochwycić w lot... Więcej jest wiedzy na dnie kubka z kośćmi, niż o tym śnił d’Alembert60.