BRIDAINE
Milczę: wdzięczność zamyka mi usta.
BARON
Wyjrzyj przez okno: nie widzisz, że i moi ludzie cisną się tłumnie do kraty? Dzieciaki moje przybywają równocześnie; doskonale się złożyło. Zarządziłem wszystko w sposób najbardziej przewidujący. Siostrzenicę moją wpuści się bramą z lewej strony; syna z prawej. Jak ci się zdaje? Cieszę się na to, jak się spotkają, co sobie powiedzą; sześć tysięcy talarów to nie bagatela, nie można tego lekceważyć. Te dzieci kochały się zresztą tkliwie od kolebki. — Słuchaj no, Bridaine, przychodzi mi jedna myśl.
BRIDAINE
Jaka?
BARON
W czasie obiadu, niby tak, od niechcenia, — rozumiesz — między jednym a drugim toastem... umiesz po łacinie, Bridaine?
BRIDAINE
Ita aedepel, do krośset, czy umiem!