Październik

Żegnajcie, piękne dni jesieni!

(A. de Lamartine1)

Powrócili mali Sabaudczycy2 i już głos ich dopytuje się o dźwięczne echo ulic pobliskich; jak jaskółki przylatują śladami wiosny, oni wyprzedzają zimę.

Październik, goniec zimy, puka do drzwi naszych domostw. Deszczyk raz po raz tryskający zalewa przyćmione szyby i podmuch martwymi liśćmi klonu zasiewa dojazd osamotniony.

Oto nadchodzą dłużące się czuwania wśród krewniaków, tak urocze, kiedy wszystko poza oknem jest ośnieżone, wszystko gołoledzią i mglistym tumanem, i gdy hiacynty pachną na kominku w ciepławym powietrzu bawialni.

Oto zbliża się św. Marcin3 i jego łuczywa, Boże Narodzenie i jego świece, Nowy Rok wraz ze swymi zabawkami, Trzej Królowie i ich migdałki, karnawał i jego błazeńskie berło.

Wielkanoc nareszcie, Wielkanoc o chórach jutrznianych i radosnych, Wielkanoc, od której dziewczęta w darze odbierają hostię i czerwono malowane pisanki!

Wtedy odrobina popiołu zetrze ze skroni naszych znudzenie sześciu miesięcy zimowych i mali Sabaudczycy wołaniem z wysokości wzgórza pozdrowią ojczystą wiosczynę.

Przypisy: