— Pozbądź się pereł, Sulamit! Wyrzuć je!
Tak, perły w istocie są ciężkie. Ciągną ją ku ziemi. To właściwie przyjaciółka wisi na jej szyi. Przyjaciółka ze szlachetnego, wysoko postawionego rodu. To ona, przymknąwszy migdałowe oczy, wpiła się swoimi karminowymi wargami i ostrymi zębami w jej piersi. To ona wpiła się w nią jednym przeciągłym, bolesnym pocałunkiem. Powinna ją zrzucić z siebie. Strząsnąć i przeskoczyć przez jej powalone ciało.
— Nie! Tego nie zrobię!
I z zaciśniętymi pięściami, z zamkniętymi oczyma, ostatkiem sił biegnie dalej z ciężarem zawieszonym na szyi. Biegnie ku swemu przeznaczeniu, które pędzi teraz na rozjuszonym koniu. Ona, ta mała, malutka Sulamit.
I oto leży już w przydrożnym kurzu. Rozchełstana i omdlała. Ręce rozrzucone. Na obnażonych piersiach — perły. Pada na nie światło księżyca. A nad nią pochyla się stary Awner. Bo on to właśnie nadjechał na ognistym rumaku. Jest już późno. Przybył, by odebrać perły. Tam w Jerozolimie czeka na nie królowa. Ma się w nich udać do króla w jego kryształowym pałacu. Ma tam być jeszcze tej nocy. Ma się pokazać w całym swoim blasku i świetności. Awner dostrzegł dziewczynę wcześniej, nim ona zdążyła zauważyć jeźdźca. Zobaczył ją, kiedy jeszcze siedział w siodle. Ostrzegawczo krzyknął:
— Z drogi!
Dziewczyna jednak nie dosłyszała jego okrzyku. Biegła dalej. Wprost pod kopyta. O mało jej nie stratował. Teraz pochyla się nad nią i cuci:
— Dziecko moje! Co ci się stało? Co się tu wydarzyło?
A Sulamit otwiera oczy i milczy. Poznała starego i pozdrawia go uśmiechem pełnym bólu. Omdlałą ręką pomaga mu zdjąć perły. Nie chce, aby dotknął ich zbyt gwałtownie. Starzec klęczy na tej białej drodze przy omdlałej dziewczynie i podnosi wysoko ku księżycowi rękę, w której trzyma perły. W ich odzyskanym, zmartwychwstałym blasku widzi cudowny palec Boży.
Nie ośmiela się więc dziękować miedzianowłosej. I nie ma odwagi pobłogosławić jej znakiem Słońca, znakiem swego kraju. Dłonią sięga za pazuchę i wyciąga prezenty. Chce uczciwie zapłacić tej prostej strażniczce winnicy, która ma tak gorące serce.