— Panie Madeburger! On ma ochotę na balonik Hansa.
Mężczyzna podszedł do chłopca i zapytał:
— Chcesz ten balonik?
Matka zaczęła się usprawiedliwiać.
— To jeszcze dziecko, a dziecko jak dziecko. Nie należy go słuchać. — No chodź, kupię ci balonik na jarmarku... Chodźmy...
Chłopczyk jednak się uparł. Usiadł na śniegu i zawołał:
— Kłamiesz! Nie kupisz!
Pan Madeburger nachylił się nad małym i grożąc czerwonym palcem powiedział swoim zachrypniętym głosem:
— Tak się do matki nie mówi. To niegrzecznie. Żądasz balonika? A przecież to nie twój. Żądać można tylko tego, co jest własne. Moi uczniowie dobrze się uczyli, dlatego kupiłem Hansowi balonik, zaś Kati i Etel skakanki. Kiedy podrośniesz i będziesz dobrze się uczył, tobie także coś kupię.
Słowa nauczyciela wywarły na dziecku wrażenie. Po jego skurczonej na mrozie twarzyczce spłynęły łzy. Był wyraźnie zasmucony i przygnębiony. Przygarbił się i jakby zmalał. Zawołał płaczliwie: