— Oo... — pocieszył go ksiądz Coignard — to rzecz bez znaczenia!
— Przepraszam — odrzekł mister Shippen — ale to posiada znaczenie, bowiem poprzednie ministerstwo było torysowskie, przeto nowe będzie whigowskie, a zresztą wszystko, co się dzieje w Anglii, ma wielkie znaczenie!
— Proszę pana — powiedział mistrz — mieliśmy już we Francji zmiany daleko większe niż ta. Widzieliśmy, jak zastąpiono cztery pierwotne sekretariaty stanu sześciu lub siedmiu radami, każda zaś miała po dziesięciu członków, czyli panów ministrów pokrajano na drobne kawałki, potem zaś, i to niedługo, posklejano ich na nowo i przywrócono do życia w poprzednim kształcie. Za każdą taką zmianą jedni klęli się, że wszystko przepadło, drudzy głosili, że teraz została ocalona ojczyzna, a nawet śpiewano o tym piosenki.
Ja osobiście nie interesuję się zgoła tym, co się dzieje w gabinecie Króla Jegomości; uczyniłem spostrzeżenie, że sam tok życia nie ulega zgoła żadnej zmianie, a po reformie ludzie pozostają jak dawniej samolubni, chciwi, nikczemni, okrutni, głupi, wściekli, że co roku rodzi się mniej więcej taż sama ilość dzieci, tyleż zawiera się małżeństw, tyleż rozdziela się par rogów i tyluż ludzi zawisa na szubienicy, co razem świadczy o pięknym, nie zmąconym niczym trwaniu społeczeństwa i społecznego ładu. Ład ten zaś jest stały, szanowny panie, i nic go naruszyć nie zdoła, albowiem oparty on jest o fundament słabości i głupoty człowieczej, zaś ten trybunał kryminalny nie pomyli się w wyroku nigdy! Gmach tak trwały urągać może śmiało wszelkim zakusom najgorszych suwerenów oraz tłuszczy nikczemnych urzędników, idących w nagonce.
Ojciec mój przysłuchiwał się uważnie rozmowie, trzymając w ręku wielki szpikulec do nadziewania pieczeni słoniną, gdy zaś ks. Coignard skończył, uczynił stanowczym głosem uwagę, że zdarzyć się może czasem dobry minister. Sam zna nawet takiego, a był nim właśnie niedawno zmarły Dubois, autor bardzo mądrego rozporządzenia, które broni kucharzy przeciw nienasyconej zachłanności rzeźników i pasztetników.
— Być może — zgodził się mój mistrz ochotnie — być może, panie Szpikuliński, ale w kwestiach tego rodzaju najlepiej dyskutować z panem Ciastolepem. Nam idzie o to, by stwierdzić, że państwa trwają nie skutkiem mądrości kilku jakichś tam sekretarzy stanu, jeno że jest to wynik zbiorowych potrzeb wielu milionów ludzi, którzy w celu utrzymania się przy życiu oddają się różnym rodzajom pracy ciężkiej i haniebnej, jak przemysłowi, handlowi, rolnictwu, wojnie i żegludze. Te wszystkie nędze osobnicze, razem wzięte, zwą się potęgą ludu, a ani książęta, ani ministrowie nie mają w niej żadnego udziału ni zasługi.
— Myli się ksiądz — zauważył Anglik — ministrowie biorą w tym żywy udział, stwarzając ustawy, z których każda może wzbogacić lub zniszczyć cały naród.
— Przesada, wielka przesada! — odparł mistrz. — Zresztą cóż oni mogą zrobić? Sprawy państwa mają zakres tak szeroki, że człowiek nie ogarnia go spojrzeniem. Przeto przebaczyć należy ministrom działającym na oślep i nie żywić ku nim nienawiści ani za dobre rzeczy, które zaprowadzić chcieli, ani za zło, jakiego są sprawcami; należy pamiętać zawsze, że działali na oślep, jak Collin-Maillard28. Zresztą, gdybyśmy na sprawy patrzyli bez przesądów, to owe dobre i złe rzeczy wydałyby się nam drobiazgami, bo bardzo wątpię, czy jakieś rozporządzenie lub ustawa może mieć skutki takie, jak pan powiadasz. Weźmy na przykład dziewczęta publiczne. Wszakże w ciągu jednego roku wydają władze przeciw nim samym więcej edyktów niż w ciągu lat stu przeciw wszystkim innym stanom w państwie, a mimo to uprawiają one nieprzerwanie swe rzemiosło, i to z zastraszającą wprost precyzją prawa natury.
Śmieję się po prostu z naiwnych gryzipiórków w guście urzędnika specjalnego, nazwiskiem Nicodème, który dniem i nocą medytuje, jakby im zamknąć sklepik. Drwią w żywe oczy z takiej figury jak mer Bordeaux, pan Baiselance29, który stworzył wespół z fiskalistami bezsilną ligę ku ich zatracie. Mogę panu zaręczyć, że fląderka i koronczarka jednocześnie, Kasia, nie zna ani pana Baiselance, ani owych rozporządzeń i będzie się puszczała codziennie, wbrew ustawom, aż do ostatnich dni żywota, który, mam nadzieję, zakończy w sposób przykładny i katolicki. Nie posunę się do twierdzenia, że wszystkie projekty ustaw, jakimi minister wypycha portfel, są to bezpożyteczne papierzyska, skierowane przeciw prostytucji, twierdzę jeno, że nie są zdolne stworzyć warunków życia ani ich zniweczyć.
— Czcigodny księże — odrzekł ślusarz z Greenwich — z prostactwa wysłowienia pańskiego widać, iż niewolnictwo ukształtowało twój umysł. Wyrażałbyś się zgoła inaczej o ministrach i prawach, gdybyś jak ja cieszył się rządem wolnościowym.