Pokazał grupę lokai, pokojówek i obszarpańców z zaułków Portu Św. Mikołaja, otaczających jakiegoś błazna ulicznego, który robił hece ze swoim służącym.
— Patrz, Rożenku! — powiedział. — Śmieją się z całego serca, patrząc, jak jeden łotr daje kopniaka w zadek drugiemu. Widowisko to ucieszne jest, a jednak i ten drobiazg psuje mi refleksja, gdyż wystarczy zagłębić się w istotę tego kopniaka i tego zadka, aby przestać śmiać się do końca życia.
Jako chrześcijanin winienem był wcześniej przejrzeć całe łotrostwo w tej pogańskiej maksymie: „Szczęśliwy, kto poznał przyczynę wszechrzeczy!” Trzeba mi było zamknąć się w świętej głupocie niby w klasztornym sadzie pośród murów i zostać podobnym dziecku. Nie poznałbym zapewne grubiańskich dowcipów takiego np. Mondora (ów Molier z Pont-Neuf nie pociąga mnie wcale, a cóż dopiero prawdziwy Molier, nie umiejący kopać wesoło40), ale zabawiałbym się ziołami w ogródku i chwaliłbym Boga, upatrując go w kwiatach i owocach jabłoni.
Uwiodła mnie nieumiarkowana ciekawość, drogi synu, zatraciłem pokój ducha w obcowaniu z książkami i uczonymi, przepadła święta prostota i owa czystość pokornych duchem, tym większego godna podziwu, że nie kala jej pobyt w szynku ni lupanarze.
Masz przykład tego na kulawym szlifierzu, a także, nie miej urazy, na ojcu twym, kucharzu, który zachował dużo niewinności, mimo iż jest pijakiem i rozpustnikiem. Inaczej dzieje się temu, kto oddawał się czytaniu książek, bowiem w sercu jego nie zagości już nigdy pokój i szczęście, ale pozostanie w nim na zawsze udręka dumy zawiedzionej i dostojeństwo wielkiej żałoby.
Kończył te słowa właśnie, gdy nagle zawarczał donośnie bęben i zgłuszył dalsze wywody.
X. Armia
Stojąc przy Pont-Neuf, usłyszeliśmy łomot bębna. Była to pobudka podoficera werbunkowego. Stał na środku placu, ująwszy się pod boki w bohaterskiej postawie, mając za sobą oddział złożony z tuzina żołnierzy z kiełbasami i bułkami natkniętymi na bagnetach muszkietów. Otaczała ich grupa obszarpańców i uliczników z otwartymi gębami.
Podoficer pokręcił wąsa i wygłosił mowę.
— Nie słuchajmy go! — powiedział mistrz. — Szkoda czasu. Sierżant ów przemawia imieniem króla, przeto nie zdobędzie się na nic rozsądnego. Jeśli chcesz posłyszeć mowę genialną na ten sam temat, to udaj się do którejś ze spelunek przy Quai de la Ferraille, gdzie naganiacze państwowi werbują lokai i chamów. Naganiacze owi, będąc łotrami spod ciemnej gwiazdy, z fachu bywają wymowni. Pamiętam, słyszałem czasu mej młodości, jeszcze za nieboszczyka króla, niezrównaną mowę werbunkową, a wypowiedział ją jeden z tych handlarzy mięsem ludzkim, mający sklepik przy Vallée-de-Misère, którą stąd możemy dojrzeć wyraźnie. Werbując ochotników na wyjazd do kolonii, mówił do nich mniej więcej w ten sposób: