W tej właśnie chwili wszedł do gospody człowiek w ubraniu duchownym, tłusty, ale jednak dość szlachetnych kształtów, i donośnym głosem zawołał:
— Hej, gospodarzu, proszę mi podać jaki smaczny kąsek.
Mimo siwych włosów zdawał się w pełni lat i sił, uśmiech miał na ustach, oczy żywe. Policzki trochę obwisłe i trzy podbródki opadały majestatycznie na żabot17, przez sympatię równie tłusty jak szyja, która na nim spoczywała.
Mój ojciec, uprzejmy z zawodu, zdjął czapkę i kłaniając się, rzekł:
— Niech wasza wielebność zechce zagrzać się przy mym ognisku; zaraz podam jej wszystko czego zapragnie.
Nie dając się prosić dłużej, ksiądz zasiadł przed kominem obok kapucyna.
Słysząc, jak braciszek czytał
Dziewico święta, piękna, czysta,
Wspierasz niewiasty przy porodzie
klasnął w dłonie i zawołał: