— I nigdy nie mieliście złych i gwałtownych myśli?

— Dawniej miałem, gdy spotykałem samotne kobiety na drogach. Z powodu tego, co mi się o nich roiło. Ale teraz to skończone.

— I nie napada was to już?

— Czasami.

— Skowronia Nóżko, kochacie swobodę, jesteście wolni. Żyjecie bez pracy, jesteście człowiekiem szczęśliwym.

— Są ludzie szczęśliwi, ale ja nie.

— Gdzież są ci szczęśliwi?

— W chatach.

Pan Bergeret wstał, wcisnął pół franka w rękę Skowroniej Nóżki i rzekł:

— Sądzicie, Skowronia Nóżko, że szczęście jest pod dachem, u ciepłego kominka, w miękkim łóżku. Miałem was za większego mędrca.