— Posłuchajmy, co to jest — rzekł pan Compagnon. — Przejdę na lewą stronę, żeby do pana zwrócić zdrowe ucho, na drugie źle słyszę.

Pan Roux zaczął deklamować Metamorfozę nimfy głosem wolnym, przeciągłym i śpiewnym. Mówił, a wiersze jego chwilami głuszył i przecinał turkot wozów:

Nimfa blada

Całą siłą swych ramion

I prężnych bioder

Przez wodę

Wzdłuż łagodnego brzegu,

Wzdłuż wyspy, z której wierzby szarawe

Rzucają na nią strój cieni

Zieleni,