— Jest wprawdzie — mówił — roznosicielka chleba z ulicy des Tintelleries, ale to pijaczka. Jest też służąca nieboszczyka proboszcza z kościoła Świętej Agnieszki. Ale ta jest dumna, bo ma nieco zaoszczędzonego grosza.
— Piédagnel — rzekł pan Bergeret — naprawiajcie obuwie współobywateli, pozostańcie samotnym, odosobnionym, zadowolonym w swym kramiku i nie żeńcie się, bo to byłoby nierozumne!
Zamknął za sobą oszklone drzwi, przeszedł plac Św. Eksuperego i wszedł do Paillota. Księgarz był sam w sklepie. Był to umysł suchy, niewykształcony. Mówił mało i myślał tylko albo o księgarni, albo o willi, którą posiadał na wzgórzach Duroc. Ale pan Bergeret miał do księgarza i do księgarni niewytłumaczoną słabość. U Paillota czuł się najlepiej, tu łatwo przychodziły mu najlepsze pomysły.
Paillot był bogaty i nie skarżył się nigdy. Zwierzył się jednak przed panem Bergeret, że teraz już na książkach szkolnych nie zarabia się tyle, co dawniej. Przy tym dostawa książek i przyborów szkolnych staje się łamigłówką z powodu częstych zmian w programach.
— Dawniej — rzekł — szkoła była bardziej konserwatywna.
— Nie sądzę — odpowiedział pan Bergeret. — Łatamy ciągle nasze nauczanie klasyczne. Jest to stary gmach, który w budowie swej nosi cechy wszystkich epok. Fasada w stylu Cesarstwa wznosi się nad portykiem jezuickim; ma on galerie w stylu rokoko, kolumnady w stylu kolumnad Luwru, schody Odrodzenia, sale gotyckie, kryptę romańską, a gdyby odsłonięto jego fundamenty, znaleziono by opus spicatum29 i cement rzymski. Na każdej z tych części można by umieścić pamiątkowy napis z datą pochodzenia: „Uniwersytet Cesarski 1808 — Rollin — Oratorianie — Port-Royal — Jezuici — Scholastycy — Retorzy łacińscy z Autun i Bordeaux”. Każde pokolenie czyniło pewne zmiany i coś dobudowało do tego pałacu wiedzy.
Paillot, gładząc rudą brodę, głupkowato patrzył na pana Bergeret. Potem ukrył się wystraszony za kontuarem, a pan Bergeret kończył swoje wywody:
— Tylko dzięki tym częstym poprawkom budowa jeszcze stoi. Przepadłaby, gdyby już nic w niej nie zmieniano. Należy podreperować części grożące zawaleniem i dodać kilka sal nowej architektury. Ale już słyszę złowróżbny trzask.
Ponieważ poczciwy Paillot nie odpowiadał na tę ciemną, przerażającą go przemowę, pan Bergeret pogrążył się w kąt starych ksiąg.
I tego dnia jak zwykle wziął trzydziesty ósmy tom Historii powszechnej odkryć i podróży. I teraz jak zwykle książka otworzyła się sama na stronicy 212. Na karcie tej także widział on splecione postacie pani Bergeret i pana Roux... Odczytał tak znany sobie tekst, nie zwracając uwagi na to, co czyta, i snując rozmyślania, jakie podsuwała mu obecna sytuacja: