Siedząc na ocienionym końcu ławki, w trzech czwartych oblanej słońcem, pan Bergeret zapominał w miłej samotności pod klasycznymi drzewami o żonie, o swych córkach, o swym ciasnym życiu w ciasnym mieszkaniu; jak Ezop rozkoszował się swobodą swego umysłu i błądził krytyczną wyobraźnią wśród żywych i umarłych.
Tymczasem ksiądz Lantaigne, rektor seminarium, z brewiarzem w ręku przechodził główną aleją. Pan Bergeret wstał, by ofiarować księdzu miejsce na ławce w cieniu. Ksiądz Lantaigne zajął je bez pośpiechu, z tą godnością kapłańską, która nie opuszczała go nigdy i była u niego tylko prostotą. Pan Bergeret usiadł przy nim w miejscu, gdzie przesiane przez gałązki promienie słoneczne kładły na czarny jego surdut złote plamy i zmuszały go do mrużenia powiek dla osłony olśnionych źrenic.
Powitał księdza Lantaigne winszując mu:
— Księże rektorze, mówią wszędzie, że ksiądz będzie powołany na biskupstwo w Tourcoing. „Przyjmuję wróżbę i czekam jej spełnienia”.70 Ale wybór ten zbyt jest trafny, żeby nie miał być wątpliwy. Księdza rektora uważa się za monarchistę, i to mu szkodzi. Czyż ksiądz rektor nie jest republikaninem, jak papież?
Ks. Lantaigne: Jestem republikaninem, jak papież. To znaczy, że jestem z rządem Republiki na stopie pokojowej, a nie wojennej. Ale pokój nie jest miłością. Nie lubię Republiki.
P. Bergeret: Zgaduję przyczynę tych uczuć. Ksiądz zarzuca jej, że jest wroga duchowieństwu i wolnomyślna.
Ks. Lantaigne: Istotnie zarzucam jej, że jest bezbożna i wroga księżom. Ale ta bezbożność i ta niechęć nie są to jej cechy istotne. Winni im republikanie, nie Republika. Zmniejszają się one lub potęgują przy każdej zmianie osób. Są mniejsze dziś, niż były wczoraj. Wzrosną może jutro. Może nadejdzie czas, że tak samo istnieć nie będą, jak nie istniały za panowania marszałka Mac-Mahona lub przynajmniej w zwodniczych początkach tego panowania i za zwodniczego rządu 16 maja. Mają swe źródło w ludziach, nie w istocie rzeczy. Ale gdyby nawet Republika miała szacunek dla religii i jej sług, nienawidziłbym jej również.
P. Bergeret: Dlaczego?
Ks. Lantaigne: Bo jest ona różnorodnością. I w tym jest zasadniczo zła.
P. Bergeret: Nie rozumiem dobrze księdza rektora...