Do Charles’a Maurras’a1

Nad brzegiem nurtu, który blaskiem okwiecony,

Na gościńcu antycznym, kędy starzec morza

W gaju, gdzie pień oliwek drga modro-zielony,

Ujrzał jak w płaszczu niebios stąpa Panna boża,

Zrodziłeś się. Dzieciństwo szczęsne, czułość świeża,

Wdychały dech latyński, karmiący przeźroczą

Myśl, by w rytmie wypukle jawiła się oczom.

Wśród świątyń pobrzeża,

Gdzie krzewy z soli w piaskach zasypują głogi,