teraz zniknął, przepadł

w przepaściach niebytu.

Umarł na chorobę,

całkiem jak tragarz,

papież albo zwykły grajek...

Napoleon we włoskiej poezji ludowej stał się postacią nieśmiertelną, jak kiedyś był nią Fryderyk Barbarossa, o którym powiadano, że zasnął tylko, że broda mu rośnie, rośnie, aż kiedyś król Obojga Sycylii wstanie spowity w swoją długą, długą bro­dę, aby wyzwolić biedny lud z niewoli. O Napoleo­nie śpiewano, że pochowano go potajemnie pod Pi­ramidami, a tam duch jego spotyka się nocą z Aleksandrem Wielkim — o którym w średniowieczu także przecież układano pieśni i także wierzono w jego nieśmiertelność.

Ożyje, przyjdzie wyzwolić biedny lud. „W tej epoce wszyscy byli mesjanistami” — pisałem w po­przednim rozdziale. Intelektualiści wierzyli za Heglem w rozum dziejowy, który się urzeczywist­nia w dziejowej syntezie; lud wierzył w Napoleona. Ale wiara intelektualistów dziwnie mieszała się z wiarą ludową; dlaczegóż to Mickiewicz po swoim słynnym wykładzie w Collège de France, w którym wieszczył nową epokę, rozdawał portrety Napoleo­na? Osobliwą moc dziejową przypisywał Napoleo­nowi także Hoene-Wroński50 — uważał go mianowi­cie za „Parakleta” — Ducha Bożego, który przy­szedł zaprowadzić na świecie boski porządek... Pol­skich utworów literackich poświęconych Napoleo­nowi nie ma wcale tak dużo — jeśli, rzecz prosta, nie liczyć bogatej twórczości panegirycznej z cza­sów jego pobytu w Polsce. Wiersze bezpośrednio cesarzowi poświęcone nie wychodzą poza ogólny kanon uwielbienia wielkiego człowieka; nawet wiersz Słowackiego Na sprowadzenie prochów Napoleona razi konwencjonalną solennością. Na­poleon stał się potem, pod koniec XIX wieku, bohaterem biograficznej plotki, przedmiotem nieskoń­czonych dysertacji historyczno-wojskowych oraz postacią z powieści dla młodzieży. Jednakże przekształcenia jego postaci nie wyczerpują wcale owe­go mitu napoleońskiego, który realizuje się w in­nej, zmetaforyzowanej postaci: Napoleon mianowi­cie wcielił się w polskiego bohatera romantycznego, zarówno w literaturze (Konrad — Kordian), jak w życiu politycznym. Dla całego pokolenia roman­tycznego Bonaparte był po prostu młodzieńcem, który sięgnął po władzę. Jak o żołnierzach napoleońskich mówiono, że każdy z nich nosi buławę marszałkowską w tornistrze, tak każdy ambitny człowiek w epoce ponapoleońskiej mówił sobie, że ma koronę cesarską w biurku. Po Napoleonie na­stała epoka karier szybkich i olśniewających w hi­storii. Większość tych uzurpatorów władzy, ideolo­gii, literatury kończyła wcześnie, jakby wyczerpana wysiłkiem nadmiernym i zbyt szybkim. Iluż ich zga­sło ledwo po trzydziestce! Ilu ich pochłonęły wię­zienia czy doły egzekucyjne Ale weszli całą hurmą do historii i pozostali w niej — nieraz dzięki czy­nom, które w innych epokach nazwano by szaleń­czymi, niemądrymi czy po prostu uznano by je za błahe. W tej epoce wszystkie światła zwrócone by­ły na młodych, ambitnych ludzi. Słusznie więc pi­sze dalej Marceli Handelsman: „Przed jednostkami silnymi o wielkich temperamentach i dalekich ce­lach otwierały się niesłychane perspektywy, rodzi­ła się dla nich możność rozwinięcia w całej pełni sił swoich. Europa staje się jednym wielkim pobo­jowiskiem, gdzie walczą ze sobą nie tylko sztuka militarna, talenty strategiczne, wyższe zdolności bojowe, lecz także sprawność, dzielność, walecz­ność osobista. Indywidualności i narody — mimo ucisku — znalazły się w warunkach umożliwiają­cych objawienie posiadanej energii”.

Krótko mówiąc, Napoleon stał się postacią cu­du historycznego, którego wyczekiwał wciąż ujarz­miony naród; stąd uwielbienie, które miał ów naród dla człowieka wbrew faktom, nakazującym go raczej nienawidzić.

*

Historycy popełniają zawsze jeden i ten sam błąd: myślą, że historia jest całą substancją życia i że wypełnia ona cały czas ludzki. Historia jest ruchem mas ludzkich, idei, ruchem zmierzającym do nieustannych zmian. Skupieni na owym ruchu, historycy nie zauważają, że odbywa się on w ryt­mie bardzo zmiennym. Raz bardzo spiesznym, in­nym razem tak powolnym, że zdaje się w ogóle zanikać. Okresy zamierającego ruchu historyczne­go przepadają zupełnie z pola obserwacji historyków, chociaż one właśnie stanowią główną „masę” czasową i ciążą w przeważającej mierze nad for­mowaniem się mitów zbiorowych: właśnie wtedy one powstają, aby zapełnić pustkę historyczną. Są przecież produktem wyobraźni, która tym jest żyw­sza, im człowiek mniej aktywny. Mity są kompen­sacją, są rodzajem nerwicy zbiorowej, znakami dla uczuleń.