dotknąć ziemi i polecieć dalej

jak płaski kamyk po wodzie — ile razy?

Pięć czy dwanaście? Seria wierszy i odbić,

seria liści, a przecież wszystkie kamyki i liście

leżą jeden przy drugim w odwiecznym porządku,

kształty nieprzejrzyste. Zatem jest jaskinia

albo tyci pokój. Ale ten podmuch!

Przeciąg, gdy otwierasz drzwi i wiatr

rozprasza liście, a świat staje dęba

i słowa idą jak confetti w rozsypkę.