na język jest przecież tak cudownie

jak smakować kolorowe piguły lodów

w upalny zmierzch, kiedy akcja serca właściwie

kończy się nieznacznie, a kłębki nerwów

rozwijają się w omdlałe pąki. I głowa ciąży

od widzeń, a ty pytasz dlaczego

tak mało mówimy o bezspornym szczęściu,

które przecież waliło się na nas jak mgła

spychana przez wiatr w doliny, jak morze

co się wspina, żeby zajrzeć w głąb wyspy