— Dobrze, dobrze, napij się jeszcze, Figiszewski! Wiem, żeś patriota.

— Każdy na swój sposób tę ojczyznę podbiera. Hrabia z Zawadowa jest w Radzie. Pan Poklęski w tej Dumie, a my biedne też się staramy, jak możem... My jedni utrzymujemy porządek w te rewolucje.

— Nie bójcie się, będzie wam kraj wdzięczny. Żeby was tak ino przed czasem co nie spotkało. Żeby tak tylko kto na was chłopów nie podbuntował!... Bo, widzicie, chłop jest ciemny. Nawali się tego do miasta, Żydów nabiją, winnych i niewinnych, a ciebie, Figiszewski, urządzą po chłopsku, powieszą cię na płocie za... i ciebie, Ładukowski, też za... Pijcie, szwagierki, lubię was za fantazję!

— Dziękujem wielmożnemu panu za dobre słowo! Ale nas niespodzianie nikt nie weźmie. Zawsze będziem wiedzieli, kiedy czas jechać do ciepłych krajów.

— I macie za co?

— Trochę ta się uścibało — trza to powiedzieć.

— Tylko wam mogą wejść w drogę insi. Chodzi jakaś banda koło wywrotni, może i tu zawadzić, narażą się chłopom, a pójdzie na was. To prawda, że w zeszłym tygodniu zabili dwu Żydów na szosie? W gazecie czytałem.

— To jest prawda, ale z tamtymi u nas jest umowa i zapewnienie.

— A czy tacy dotrzymują?

— Jak się kogo dobrze za pysk trzyma, to i taki dotrzymuje.