— Mówi się u was, że my — to „same Żydy” (ja na szczęście byłem ochrzczony, a nie obrzezany), którzy nie czują po polsku...
— A wy macie nas za narodowców, którzy socjalizmu używają tylko na przynętę, a między sobą się z tego śmieją...
— Dajmy pokój...
— Mówię ci, Szablon, że w tym jest jakaś straszna obłuda, komedia umówiona. Zaciekli się ludzie, żeby ją grać i grają — aż się wszyscy diabli śmieją...
— Tak, jest dużo śmiesznostek, ale w gruncie... życie nas wytworzyło i te nasze chryje.
— Nienawidzę takiego stawiania kwestii! Człowiek świadomy opanowuje życie, kieruje nim...
— O, do pewnego stopnia, w nieznacznej mierze. Warunki stanowią o wszystkim. Praw, jakie chcesz kazania, dowiedź wszystkim, że się mylą — a zgody nie będzie, jeżeli być nie może.
— Ja nie chcę żadnej zgody! Niech się strony drą, niech się zabijają, ale niech nie grają komedii. Niech nie udają, że się nawzajem mają za szubrawców, za złodziei, za szachrajów....
— No, przesada...
— Taki jest ton naszych polemik po pismach, po wiecach, na każdym miejscu i o każdej porze. To jest jakiś umówiony, haniebny styl. Dlaczego ludzie w to wierzą? Dlaczego się nie otrząsną, jak z robactwa? Ja osobiście nie wierzę, że wy jesteście łajdaki. A ty — o nas?