Wschód księżyca — wniebowstąpi któraś z kul.

Biały konik

z garstek śniegu biały koń

w dzwonkach dzieci z puszczy się wynurzy...

Ktoś mu gwiazdkę pocałunkiem w czoło wpiął,

gwiazdkę — — gwiazdy są naprawdę zbyt duże.

Gwiazdy śniegu — — pocałunki czyichś ust

zamarznięte... może matki, może bielsze?...

Podeptane przez przechodnia but

zwiędłe kwiaty powietrza.