Mały Książę domyślił się, że róża nie jest zbyt skromna, ale była tak wzruszająca!

— Coś mi się wydaje, że to już pora śniadaniowa — dodała po chwili — czy byłby pan tak miły i pomyślał o mnie?

A Mały Książę, zmieszany, poszedł po konewkę świeżej wody i usłużył jej.

Już wkrótce zaczęła go dręczyć swoją trochę humorzastą próżnością. Na przykład pewnego dnia, mówiąc o swoich czterech kolcach, zawołała:

— Niech no tylko przyjdą tu tygrysy z pazurami!

— Na mojej planecie nie ma tygrysów — zaoponował Mały Książę — a poza tym tygrysy nie jedzą trawy.

— Ja nie jestem trawą — odpowiedziała słodko.

— Przepraszam bardzo...

— Zupełnie nie boję się tygrysów, ale nie znoszę przeciągów. Czy ma pan może jakiś parawan?