I pomocnik prokuratora zaczął żartować z żony. Wybił się ze snu i już nie chciało mu się kłaść.

— Co za tchórz! — śmiał się z żony. — Idź zaraz jutro do doktora leczyć się od halucynacji. Jesteś prawdziwa psychopatka!

— Coś jakby zapachniało dziegciem — powiedziała żona. — Dziegciem albo... czymś takim... cebulą... kapustą.

— Hm... coś jest w powietrzu... Spać mi się nie chce. Wiesz co? Zapalę świecę. Gdzie są zapałki? A propos — pokażę ci fotografię prokuratora izby sądowej. Żegnał się z nami wczoraj i wszystkim rozdał po fotografii z autografem.

Gagin potarł zapałkę i zapalił świecę, Ale nie zdążył jeszcze zrobić kroku, by pójść po fotografię gdy za jego plecami rozległ się przeraźliwy, wstrząsający okrzyk. Obejrzawszy się, spostrzegł rozszerzone oczy żony, zwrócone ku niemu z wyrazem zdumienia, przerażenia i gniewu.

— Zdejmowałeś w kuchni szlafrok? — spytała, blednąc.

— Bo co?

— Spojrzyj na siebie!

Pomocnik prokuratora spojrzał na siebie i również krzyknął z przerażenia. Z jego ramion, zamiast szlafroka, zwisał płaszcz strażacki. W jaki sposób dostał się na jego plecy? Kiedy rozstrzygał tę kwestię, w wyobraźni jego żony utworzył się nowy obraz, straszny, niemożliwy: mrok, cisza, szept itd., itd...