Prezes zerwał się z miejsca, cisnął pióro i obydwiema rękoma schwycił kapelusz.
Pomocnik prokuratora, zapomniawszy o swym katarze i omdlewając z niecierpliwości, również się zerwał.
— Jedziemy! — krzyknął.
— Piotrze Mikołajewiczu, a co będzie z pańskim votum separatum? — zląkł się sekretarz. — Kiedy je pan napisze? Przecież o szóstej musi pan jechać do miasta!
Prezes machnął ręką i rzucił się ku drzwiom. Pomocnik prokuratora też machnął ręką i porwawszy swój portfel, znikł za przewodniczącym.
Sekretarz westchnął, spojrzał za nimi z wyrzutem i zaczął sprzątać papiery.